Strażnicy

| Watchmen (2009) | |
| gatunek: | Akcja, Dramat, Fantasy, Sci-Fi |
| produkcja: | USA, Wielka Brytania |
| liczba ocen: | 25 |
| średnia ocena: | 6.5/10 |
| Zaloguj się lub zarejestruj aby ocenić ten film | |
Obsada i twórcy
producent: Lawrence Gordon, Lloyd Levin, Deborah Snyder
scenariusz: Alex Tse, David Hayter
reżyseria: Zack Snyder
muzyka: Tyler Bates
zdjęcia: Larry Fong
obsada:
Carla Gugino: Sally Jupiter / Silk Spectre
Malin Akerman: Laurie Juspeczyk / Silk Spectre II
Patrick Wilson: Dan Dreiberg / Nite Owl
Billy Crudup: Jon Osterman / Dr Manhattan
Jeffrey Dean Morgan: Edward Blake / Komik
Jackie Earle Haley: Walter Kovacs / Rorschach
Matt Frewer: Edgar Jacobi / Mistyczny olbrzym
Matthew Goode: Adrian Veidt / Ozymandias
Danny Woodburn: Ważniak
Stephen McHattie: Hollis Mason / Nite Owl
Laura Mennell: Janey Slater
Sonya Salomaa: Asystentka Veidta
Carrie Genzel: Jackie Kennedy
Jay Brazeau: Bernard
Niall Matter: Człowiek-ćma
Patrick Sabongui: Przywódca gangu
Matthew Harrison: Francuski reporter
Brett Stimely: John F. Kennedy
Rob LaBelle: Wally Weaver
Darren Shahlavi: Policjant z grupy SWAT
Salli Saffioti: Annie Leibowitz
Leah Gibson: Koleżanka Silhouette
Gary Houston: John McLaughlin
Jesse Reid: Bernie
Apollonia Vanova: Silhouette
Isabelle Champeau: Prezenterka wiadomości
Manoj Sood: Naukowiec
Opis filmu:
Strażnicy to superbohaterowie w alternatywnym w stosunku do naszego świecie roku 1985. Rorschach rozpoczyna niebezpieczną grę z superbohaterami.Ekranizacja popularnego w USA komiksu.
Opinie użytkowników: 2
wszystkie opinie »~kino
16-03-2009 08:14
wspaniały film
polecam.
17-03-2009 19:59
Watchmen - Strażnicy
Pod tym tytułem kryje się w Polsce ekranizacja słynnego komiksu Alana Moore'a, który był również autorem źle przeniesionego na duży ekran, genialnego w swojej prostocie pomysłu komiksu "Liga niezwykłych dżentelmenów". Tym razem jednak scenarzyści Alex Tse i David Hayter ("X-men", "X-men 2" i "Król Skorpion") oraz reżyser, Zack Snyder ("Świt żywych trupów", "300") stanęli na wysokości zadania. "Watchmen" to kawał bardzo dobrego amerykańskiego kina z aspiracjami.
Komiksowy oryginał zdobył rzesze licznych wyznawców. Historia przedstawiona pierwotnie w 12 tomach ukazuje nam losy świata w alternatywnym roku 1985, w którym nie doszło do odprężenia a sprężyna Zimnej Wojny, naciągnięta do granic możliwości, znajduje się na granicy pęknięcia. Po obu tronach konfliktu znajdują się setki głowic nuklearnych, które grożą obustronną anihilacją. Przywódcy obu państw, korzystający z wielokrotnych reelekcji (3 kadencje Nixona), choć próbują uniknąć otwartego konfliktu, śmiało popełniają wzajemne akty drobnych agresji. W tej sytuacji świat z zapartym tchem czeka, aż symboliczny "zegar zagłady", wskazujący oceniany przez analityków stopień zagrożenia nuklearnym zniszczeniem, wybije godzinę 12.
W tej sytuacji znajduje się mała grupka ludzi, którzy z różnych przyczyn działali w latach 70-tych jako superbohaterowie w klasycznym, komiksowym wydaniu. Niestety, ich działalność zotaje zdelegalizowana w USA. Pozostało im tylko odwiesić peleryny na kołku. Kiedy jeden z nich, podstarzały Komediant zostaje zamordowany, mistyczny detektyw Rorschach (który jako jedyny nie poddał się prawu i jest za to ścigany) rozpoczyna śledztwo, podejrzewając, iż z nieznanych mu przyczyn, w USA działa super-przestępca, którego celem jest wyeliminowanie wszystkich superherosów. Wraz nim odkrywamy, że ci ludzie dalecy są od idealizmu swych przodków (których poznajemy w nostalgicznych retropsekcjach, ukazujących złoty wiek superheroizmu). Owl-man wiele lat temu porzucił swój kostium i wiedzie życie zawiedzionego człowieka. Obdarzony kwantowymi supermocami Dr Manhattan, rozczarowany i coraz bardziej oddalający się od ludzkości, zaczyna mieć świat i jego losy głęboko w swym nuklearnym zadku. Druga Jedwabna Zjawa ma wielki żal do matki i nie widzi świata poza Manhattanem, który niestety również od niej oddala się z każdą chwilą. Nieżyjący już Komediant był w istocie cynicznym mordercą, nie wahającym się przed najokrutniejszą zbrodnią. Jedynie najinteligentniejszy człowiek świata, Ozymandiasz, próbuje zapewnić ludzkości świetlaną przyszłość, angażując do swojego projektu stworzenia i udostępnienia na potrzeby całej Ziemi niewyczerpanego źródła energii. Sam Rorschach nie jest bez winy, gdyż zrujnowane dzieciństwo, popycha go do życia pełnego przemocy, która, choć obrócona przeciw szumowinom tego świata, spowodowała, że jego serce stało się mroczne, wyzute z ludzkich uczuć.
W takiej sytuacji znajduje się świat także w filmie Snydera. Nienajlepsza kondycja ludzkiej rzeczywistości równoważona jest na szczęście drobnymi aktami (i z każdą minutą coraz większymi) humanizmu. Świat, jak się okazuje, choć pełen nienawiści, strachu i bólu, potrafi gnieździć także dobro, pozytywne uczucia. Znajduje się w nim nawet miejsce na miłość i odwagę, cech, których brakowało mu przez tak długi czas. Czy to jednak starczy, by powstrzymać nieuchronną, jak się zdaje zagładę? Oglądając film nie mamy raczej poczucia, że tak się może zdarzyć. Pewność natomiast zyskujemy, że jakkolwiek film się nie skończy, klasycznego amerykańskiego happy-endu nie doświadczymy. Klimatem "Watchmen" przypomina bardziej brutalną i pesymistyczną (tak, to jest możliwe!) wersję ducha nowej "Battlestar Galactica".
Fabuła filmu jest gęsta, wiele się w nim dzieje, co jest wynikiem obszerności pierwowzoru. Wiele wątków z oryginału musiało zostać pominiętych. Film i tak jest bardzo długi jak na kino superbohaterskie, bijąc na głowę nawet "Mrocznego rycerza" swoimi 163 minutami. Warto jednak zauważyć, że z każdej minuty wyciśnięto niemal wszystko co tylko możliwe. Cieszy fakt, iż uniknięto poprawności politycznej nie tylko w treści ale i w formie ? symboliczna nagość Dra Manhattana w filmie mainstreamowym czy liczne sceny krańcowe przemocy ukazane bez listka figowego zapewniają nam realizm opowieści.
"Watchmen" nie tylko przyciąga uwagę od strony fabularnej, ale również wizualnej. tzw. eye-candy jest tu bardzo, bardzo wiele. Począwszy od robiącej spore wrażenie postaci Dr Manhattana, poprzez widzianą także w trailerach eksplozję nuklearną, a kończąc na licznych drobiazgach - w kinie robi to ogromne wrażenie. Wciąż, co prawda, łatwo jest nam powiedzieć sobie: "tak, to zostało zrobione na komputerze", ale mnie to szczególnie nie raziło w tej produkcji. Biorąc pod uwagę, że "Watchmen" to kino z założenia superbohaterskie (choć w efekcie anty-) pewna doza sztuczności jest wybaczalna. Podobnie ma się rzecz choćby z nadużywaniem ujęć slow-motion w czasie scen akcji. Tu, jak rozumiem, jest to reżyserski sposób oddania paneli komiksowych zajmujących całą planszę (albo i dwie). Subtelne a pomysłowe (o ile się nie mylę). Również praca kamery, liczne ujęcia od ogółu do szczegółu oddają specyfikę kadrów komiksu, gdzie mamy do czynienia z tą samą techniką.
Muzyka w filmie bardzo dobrze prowadzi nas przez sceny i uzupełnia, upiększa i ubarwia świat rzeczywistości "Strażników" w istocie złożony z moralnych odcieni szarości.
Film jest bardzo wyraźną metaforą obecnej światowej sytuacji. Byłego prezydenta George W. Busha łatwo dojrzeć w filmowym Nixonie, który sprawuje władzę, korzystając z przywilejów rządów strachu i terroru. Jeśli jednak rozwiązanie filmu ma również świadczyć o możliwościach naszej przyszłości, to pesymizm w jej postrzeganiu jest uzasadniony. Pozostaje nam wierzyć, że komiks, świat przerysowany, odstaje jednak od rzeczywistości, w której dane jest nam żyć. Że jest w nim więcej miłości, współczucia i w konsekwencji nadziei. Wiara, że potrafimy sami uratować naszą przyszłość, bez ingerencji samozwańczych strażników...


